skip to content »

doktorzelen.ru

Wielki kanion kolorado online dating

wielki kanion kolorado online dating-41

robiło się już coraz ciemniej i zbliżał się powoli zachód słońca a wraz z nim zimność.. chyba trzeba się pogodzić z porażką i iść szukać jakiegoś spanka zanim będzie całkiem ciemno.. ale nie przeszliśmy daleko i okazało się, że wszędzie dookoła jest płot zarówno z prawej jak i lewej strony..

wielki kanion kolorado online dating-43wielki kanion kolorado online dating-53wielki kanion kolorado online dating-12wielki kanion kolorado online dating-54

no cóż 😛 taki los 😛 za ostatnie dolary zakupiliśmy sobie 5 bananów 😀 i wykorzystując okazję, że nie padało poszliśmy spać oczekując bardzo zimnej nocy przed którą mieliśmy uciec, ale niestety nie udało się to nam przez całodzienny deszcz.. ale nie chcemy tu łapać stopa, tylko pójść obejrzeć zaporę.. W międzyczasie wyrocznia obwieściła chyba panu policjantowi, że jednak nie musi nas zastrzelić, ani zabrać do „jail”.. powiedział, że nie możemy tu łapać stopa, więc mamy wrócić taksówką (taa.. i że możemy łaskawie przejść obok bramki kontroli bezpieczeństwa i pójść bokiem drogi do skrótu na trail.. czy już kiedyś pisałam jacy Amerykanie są świrnięci? 😛 Śmialiśmy się jak słuchaliśmy, że Maxa Kolonko w pierwszy dzień policja zatrzymała jak sobie na nogach chodził po Nju Jorku, a tu my też takie przestępstwo popełniliśmy.. my i tak już mu wybaczyliśmy jego miłe i kulturalne zachowanie 😛 A tak swoją drogą to i tak mi się nie podobała ta tama 😛 ot kawał betonu..zostawiliśmy plecaki i wdrapywaliśmy się na górkę, żeby zobaczyć jak to wygląda z góry, kiedy nagle z naprzeciwka rozległo się donośne.. znaleźliśmy takie, że spokojnie mogliśmy się wyspać 🙂 i było cieplutko 🙂 A rano po odwiedzeniu łazienki wyszliśmy na drogę wyjazdową na autostradę łapać stopa..muczenie 😛 no to my w tył zwrot po plecaki, a z daleka patrzyło na nas stado byczków 😛 Miejsce spalone na nocleg, więc chcąc czy nie chcąc poszliśmy dalej.. ruch był mały, więc nie spodziewaliśmy się wielkich i szybkich sukcesów..nie było niczego ciekawego 😛 Po bezskutecznym stopowaniu dalej poszliśmy szukać miejsca do spania na bezpańskim by się wydawało polu, na którym jak się okazało pasły się normalnie krowy 🙂 ale na szczęście teraz ich nie było i nie miały jak sobie zrobić czochradła z naszego namiotu 😉 Obejrzeliśmy sobie piękny zachód słońca na tle gór, Grzesiek jeszcze trochę pomarzł robiąc nocne zdjęcia, zjedliśmy sobie zupę z puree z dyni i poszliśmy spać 🙂 30 urodziny jak to okrągłe urodziny były bardzo wyjątkowe 🙂 pierwsze urodziny poza Polską, poza domem, poza rodziną.. ale też pierwsze urodziny w które jadłam truskawki (organiczne kalifornijskie : D) i były na prawdę pyszne, dojrzałe i słodziutkie 🙂 Od Grześka dostałam wyjątkowy tort zrobiony z puree z dyni, melasy, nasionek konopii i proszku green and fruits 😀 a do tego świeczka 😀 jak na prawdziwy tort przystało 😀 Poszliśmy łapać stopa, ale nic nam z tego nie wychodziło taki był tam ruch na wjeździe na autostradę, więc żeby się trochę ruszyć poszliśmy na spacer wzdłuż autostrady.. o imieniu Ti 🙂 Bardzo nas ucieszyło, że w końcu się stąd wydostaniemy i nie trzeba znów będzie łapać policjanta na stopa 😉 Nasza wybawicielka dowiozła nad do wyjazdu z Kingman w kierunku Las Vegas, gdzie po zjedzeniu 2 klifbarów i wypiciu zielonego butelkowego smuta łapaliśmy dalej.. trochę nam zajęło zanim doszliśmy nad brzeg jeziora..Przeszliśmy przez drut kolczasty na kolejne pole, na którym kiedyś mieszkały krowy i sobie wędrowaliśmy.. i nawet po niedługim czasie na szczęście, bo zaczynało padać, zatrzymał się Mike, który jechał do Las Vegas, ale specjalnie dla nas zjechał z drogi w kierunku Zapory Hoovera 🙂 Pożegnał się z nami i odjechał i się zaczęło.. ale tym razem pan nie był ani trochę uśmiechnięty i kazał nam się do siebie nie zbliżać.. Odeszliśmy kawałek i rozbiliśmy namiot, stwierdziliśmy, że lepsze miejsce poszukamy kolejnego dnia po widoku, a teraz zmęczeni emocjonującym dniem chcieliśmy już koniecznie spać.. samochody za bardzo nie jeździły drogą nieopodal, więc postanowiliśmy, że przeczekamy..ale tym razem wzdłuż autostrady, żeby nie iść po polu z krowami i żeby było szybciej.. plecy były już bardzo zmęczone, słońce coraz niżej na niebie.. Pomyślałam sobie, że może nawet by było dobrze jakby jakiś policjant nas zgarnął z tej autostrady to już by nie trzeba dalej iść 😛 i za chwilę zatrzymał się za nami samochód.. Jak się do niego odwróciliśmy to nam pomachał 🙂 i wtedy już się przestaliśmy przejmować, że pójdziemy do „jail” za nielegalne chodzenie po autostradzie 😛 Pan policjant powiedział nam, że dla naszego bezpieczeństwa lepiej nie iść obok autostrady, bo jakiś kierowca może zasnąć czy coś i zapytał gdzie idziemy.. ale może po 10 minutach zatrzymał się Bob, który najpierw chciał nas podwieźć na najbliższą stację benzynową, ale po chwili rozmowy z nami postanowił nas zawieźć do samiuśkiego Vegas do domu Huntera 🙂 a jak już nas nawet przywiózł to powiedział, że gdyby coś było nie tak to, że zaprasza do siebie do domu 🙂 Ale my miłych ludzi spotykamy na swojej drodze co?

i nie był to ktoś kto chciał nas zabrać na stopa tylko właśnie.. Zawiózł nas do następnego miasta czyli Seligman, a my oglądaliśmy sobie przepiękny zachód na Route 66 zza krat z tylnych siedzeń policyjnego radiowozu 😉 co prawda trochę było niewygodnie bo siedzenia były plastikowe, ale o wiele szybciej nam się udało dotrzeć do naszego celu 🙂 Taki to oryginalny autostop złapaliśmy w moje urodziny 🙂 W miasteczku na stacji benzynowej zjedliśmy jeszcze po ciastku urodzinowym i posiedzieliśmy chwilkę przy internecie 🙂 Dostałam pełno kochanych życzeń od rodzinki i znajomych jak już miałam w końcu zasięg i internet 🙂 jestem bardzo wdzięczna 🙂 dziękuję jeszcze raz 🙂 troszkę mniej tęskniłam jak czytałam te wszystkie kochane rzeczy 🙂 a pani ze stacji sama zaproponowała, żebyśmy sobie posiedzieli i się ugrzali 🙂 i takie to były wyjątkowe urodziny oryginalne, a po nich byliśmy tacy zmęczeni, że nawet zaplanowanego filmu w namiocie nie obejrzeliśmy, tylko poszliśmy spać na kolejną łąkę.. takie czarne : P” Pakowałam się chyba najszybciej w naszej karierze, ale krowy i tak do nas nie przyszły.. 🙂 Poszliśmy jeszcze do sklepu zrobić zakupy na wigilijną kolację..

Zachód to również San Francisco, miasto jedyne w swoim rodzaju.

Bogata historia łączy się tu z nowoczesnością, to co znane współgra z tym, co nieprzewidywalne, różnorodność kulturowa i etniczna są niepodważalnym atutem tej wspaniałej metropolii.

Po nazachwycaniu się kanionem z punktu widokowego poszliśmy na spacer wzdłuż jego brzegu 🙂 i spotkaliśmy.. 🙂 pierwszy raz w USA poza Alaską 🙂 Bardzo nam się przyjemnie rozmawiało z Jackiem i Grześkiem, bo nie dość, że po polsku to jeszcze całkiem ciekawie 🙂 w końcu poszli dalej, a my spakowaliśmy się do końca po zrobieniu obiadku 🙂 Widoki z kolejnych punktów widokowych różniły się w sumie tylko dlatego, że pojawiały się coraz to inne chmury i czasem jakieś zagłębienie było oświetlone, a czasem nie 🙂 ale jutro pojedziemy do innego punktu to może tam będzie widać inną stronę kanionu 🙂 Po drodze były różne atrakcje edukacyjne takie jak małe kawałki skał tworzących kanion, które można było sobie podotykać i zobaczyć ile mają lat 🙂 albo zagadki w stylu znajdź rzekę Kolorado patrząc przez rurkę, która jest tak przymocowana, że nie da się jej przestawić w żadne inne miejsce, tylko tam gdzie widać rzekę 😛 takie to skomplikowane zadanie 😉 Dzień już coraz krótszy, więc niedługo zaczęło się ściemniać i robić zimno..

doszliśmy jeszcze do Hopi house i poszliśmy na autobus 🙂 po drodze mijając stary drewniany dworzec kolejowy mający 115 lat 🙂 Kolejnego dnia wybraliśmy się na punkt widokowy Yaki Point, na którym było mało ludzi przez to, że nie można tam dojechać samochodem tylko autobusem..

:), który nie ma swojej nazwy bez powodu, bo faktycznie widok stamtąd jest bardzo ładny 🙂 i zeszliśmy jeszcze trochę niżej, żeby odejść od tłumu w spokojniejsze miejsce i poczytać sobie kundelka 🙂 Jakiś czas poczytaliśmy podziwiając widoki i znów pojawił się zimny wiatr, który nas wygonił i zaczęliśmy wracać z powrotem na górę 🙂 Plan, żeby zostać do zachodu słońca porobić zdjęcia nie wypalił, bo było bardzo zimno, ale i tak było bardzo ładnie 🙂 Wieczorem znów ogrzewaliśmy się przy kominku, a potem poszliśmy spać.. i nie chciał przestać padać, a trzeba się już było zebrać, bo było całkiem widno w naszym schowanku, więc bardzo niechętnie wyszliśmy z domku na deszcz..